NP: Brudne Zwierzaki (EP)

NP: Brudne Zwierzaki (EP)
[Dzieci Świny, 2008]
Ocena: 5/6

W dzisiejszym odcinku Lost & Found jakaś tam EP-ka NP, znanych również jako Napszykłat. Sześć utworów utrzymanych w rytmach delikatnego folkowego grania dzikich blokowisk z Marsa. Cholerne białasy co to grają chore dźwięki uciekające od szaf, szafek i innych mebli. Wcale nie hip-hopowi, chociaż rapują i wszyscy, z maniakalnym wręcz uporem, ich o to posądzają. Pytanie – co jest tak dobrego w Brudnych Zwierzakach, że wypadałoby je wyróżnić? Spójność, niezdrowe połączenie elementów rapowych, rockowych, piosenkowych z hałasami i elektroniką, konkret braku przekazu i zabawy słowem? Mama nie uczyła, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie, a poza tym czy na innych ich płytach tego nie ma? Przeklęte znaki zapytania. Gdyby ubrać to w mądre słowa, których staramy się tu unikać, to wyszłoby, że ta EP-ka w swojej dziwaczności jest ich najbardziej przyswajalnym dziełem z doskonałym przykładem dźwiękowym w postaci ultraprzebojowego i jednocześnie ekstrawaganckiego „Moje Życie W Twoich Rękach”. Na Brudnych Zwierzakach idea i pomysł na ten dosyć specyficzny zespół materializują się w najlepszej jak do tej pory formie, co też wcale nie urąga ich pozostałym dokonaniom, a tylko doskonale ukazuje jak dużo dobrego kryje się gdzieś tam w dyskografiach rodzimych kapel ostatnich paru lat. Obowiązkowy czekedałcik. -Łukasz Halicki

http://www.myspace.com/napszyklat

Polish press #6

Trochę zaległy, trochę spóźniony odcinek polish press, ale w końcu jest. Miłego klikania. -Łukasz Halicki

Wywiady i takie tam gadki szmatki:

Artykuły, felietony czyli tzw. formy dłuższe:

Wieści, nowiny, newsy:

Ciekawostki:

[Inne]: poliszmnie na facebook’u!

Kiedyś musiało do tego dojść – poliszmnie posiada od wczoraj swój oficjalny kanał na facebook’u, tutaj. Rzecz jasna zachęcam do like’ów, jak dobijemy do tysiąca fanów to będą nagrody. -Łukasz Halicki

100 tysięcy!

Przed chwilą licznik odwiedzin poliszmnie przekroczył magiczną barierę 100 tysięcy wejść, więc wypada to uznać za dobrą okazję do podsumowania. Bo szczerze mówiąc zupełnie zapomniałem o pierwszych urodzinach polisz, potem o drugich, a do trzecich jeszcze trochę pozostało. Chociaż generalnie to nie wiem czy jest co świętować, ale w sumie czemu nie? Nigdy nie spodziewałem się, że uda mi się wytrwać tyle czasu i będzie z tego tyle frajdy. Owszem, bywają przestoje, czasami naprawdę długie (patrz druga połówka zeszłego roku), lecz to wcale nie oznacza, że interes się zwija lub Halicki jest w depresji. Raczej mam wtedy dużo pracy w prawdziwym życiu. Mimo wszystko ciągle mam zaskakująco dużo zapału do pisania, pare pomysłów do zrealizowania i mnóstwo dobrej polskiej muzyki do wypromowania. Właściwie nie wiem czy to dobre słowo, ale ciągle mam nadzieję, że choć trochę pomagam. Taki przynajmniej był, jest i będzie cel tego bloga.

Generalnie robię to na boku, trochę jako hobby, a trochę wierząc w to, że wspieram polskich wykonawców. Dlatego też przeważają recenzje dobrych płyt, bo na te słabe szkoda mi czasu, a również preferuję chwalenie, niż „rzetelne” dziennikarstwo. I tego mam zamiar się trzymać. Słaby jestem w podsumowaniach, więc dziękuję wszystkim za odwiedziny, dzięki Emil i Dawid za okazyjną pomoc, żonie za okazyjne poprawki interpunkcyjne oraz wszystkim wytwórniom i artystom, którym chciało się wysłać dla mnie płyty. Sobie i wam życzę mnóstwa dobrej polskiej muzyki, chociaż obecnie wypadałoby powiedzieć już „jeszcze więcej”.

Na zakończenie pare mniej lub bardziej ciekawych liczb i statystyk:

  • Do tej pory ukazało się 138 wpisów z czego 110 regularnych recenzji
  • 274 komentarzy ogólnie
  • W tym roku średnio 111 czytelników dziennie, ciągle rośnie
  • Najwięcej odwiedzających w styczniu 2011 (5621), najmniej w październiku 2010 (1898)
  • Najchętniej czytany wpis: Kamp!, „Breaking a Ghost’s Heart” (chociaż większość osób czyta ze strony głównej, więc chyba to nie jest do końca wiarygodna statystyka)
  • Najchętniej komentowany wpis: Pezet: Muzyka Emocjonalna, a na podium jeszcze BiPolar Bears i Sofa. Czyli oburzeni fani w natarciu.
  • Najczęściej wejściami obdarowali mnie facebook (3170 razy) oraz Dawid i jego raporthh (2923 razy)
  • A sami najczęściej klikaliście do Bartka Chacińskiego (860 razy!)
  • Najaktywniejsza pora dnia: 22:00

Raz jeszcze wielkie dzięki tym wszystkim którzy wspierają poliszmnie i mniej lub bardziej regularnie tu zaglądają. Przypominając już do znudzenia – kupujcie polski płyty i chodźcie na polskie koncerty! -Łukasz Halicki

Różni Wykonawcy: Wszystko Płynie

Różni Wykonawcy: Wszystko Płynie
[Agora, 2011]
Ocena: 5/6

Ten album wziął mnie z zaskoczenia na dopiero co zakończonych targach muzycznych Co Jest Grane. Najbardziej przekonał mnie, prawie że legendarny już w pewnych kręgach Adam Repucha, który pojawia się tutaj aż dwukrotnie oraz prosta, przyjemna okładka idealnie trafiająca w moje wizualne gusta. Zacznijmy jednak może od faktów – Paula Bialska oraz przypisek „Muzyka z filmu. Kompilacja niezależnych artystów z Polski”. Czyli połówka Pauli i Karola składająca ścieżkę dźwiękową do filmu Wszystko Płynie. Prosta sprawa. W zestawie zebranych wykonawców, czego zresztą Paula nie kryje, znajomi, przyjaciele i rodzina. Nie byle jacy zresztą, pare bardziej znanych twarzy jak Kyst, Mitch & Mitch, wspomniany Adam Repucha i macierzysty zespół Pauli, ale jest tu też mnóstwo świeżaków wśród, których wypada przynajmniej nadmienić fantastyczne The Ploy, Eric Shoves Them In His Pockets czy Krzysztofa Pożaroskiego. Wszystko toczy się gdzie wokół wody, przyjemnie płynie i zaskakuje spójną różnorodnością, gdzie typowa twórczość piosenkowa przeplata się chociażby z ambientem Marcina Cichego (zabawna wpadka w środku wkładki!) czy quasi hip-hopem instrumentalnym kryjącego się pod pseudonimem Heights brata Pauli (bez szału, choć przyjemne). W kategorii śpiewanej show zdecydowanie kradną zjawiskowy Adam Repucha („Zabierz Mnie Do Morza”!) oraz świetne The Ploy. Oprócz tego idealnie dobrane w kontekście filmu „Miss The Sea” Kyst oraz dwa, chyba moje ulubione utwory Pauli i Karola, skutecznie dopełniają znakomitość całości. Ah, i może nie powinienem zdradzać, ale na sam koniec jest jeszcze miła niespodzianka, którą szkoda byłoby przegapić klikając Stop po „Change , I Know”. -Łukasz Halicki

https://www.facebook.com/pages/Wszystko-PłynieFlowing

Benagain:Temat Zastępczy (EP)

Benagain: Temat Zastępczy (EP)
[self-released, 2011]
Ocena: 3+/6

Sytuacja wygląda następująco – znacie Coldplay? Jasna sprawa, że tak. No to i znacie Benagain. Tak w dużym uproszczeniu oczywiście. Z tym, że wypada dodać jeden ważny przypisek, chodzi o te urocze, przyjemne Coldplay z dwóch pierwszych płyt. Taka właśnie jest ta oto EP-ka. Lekka, miła i łatwa. Temat Zastępczy (EP) to 4 zgrabne, lekko alternatywne piosenki bez większych ambicji. I to nie jest żaden diss, spędziłem z tym króciutkim wydawnictwem dobrych kilkanaście przesłuchań i to wcale nie był stracony czas. Tekstowo i muzycznie jest bowiem coś przyciągającego w tym zespole i jakkolwiek jest całkiem spora szansa, że nie wyjdą poza rejony bycia przyzwoitą kapelą grającą przebojowe alternatywne piosenki, tak mają w sobie sporo uroku, więc jest nadzieja, że starczy im inwencji na pełny album. Póki co ich największym osiągnięciem jest utwór tytułowy z tej EP-ki i miejmy nadzieję, że na tym się nie skończy. -Łukasz Halicki

http://benagain.bandcamp.com/ 

Jacaszek: Glimmer

Jacaszek: Glimmer
[Gustaff, 2011]
Ocena: 5-/6

Po nieudanym eksperymencie z kościelnymi pogłosami w postaci albumu Pentral, Jacaszek mimo wszystko kontynuuje obraną tam ścieżkę, jednocześnie również wracając do klimatu świetnych przecież Trenów, w ten sposób idealnie wydobywając to co najlepsze i najoryginalniejsze w jego dwóch poprzednich płytach. Do swojego wypracowanego już specyficznie szumiącego brzmienia dokłada tym razem klarnet, klawesyn i metalofon, tym samym kontynuując barkowe tropy poprzedniej płyty. Jednak gdy tam przegrywał zmagając się z formą, na Glimmer udało mu się osiągnąć doskonały kompromis pomiędzy pomysłem, klimatem, a oryginalnością. Po raz kolejny bowiem Jacaszek dokonuje pewnego teoretycznie drobnego, ale mimo wszystko dosyć istotnego przemeblowania swojej wizji ambientu i w następstwie tego jest jeszcze bardziej oryginalny w tym co i jak nagrywa. Dostrzeżono to już w paru miejscach, co w efekcie zaowocowało kontraktem z Ghostly International, który być może przysporzy mu nieco więcej fanów. Co prawda Glimmer to na pewno rzecz mniej „emocjonująca” niż Treny, jednak ze względu na swoją dźwiękową unikalność i bardzo nieoczywistą wrażliwość, jest to album dojrzalszy i zarazem ciekawszy. Wykorzystanie klawesynu, chwilami dominującego jak w „As Each Tucked String Tells”, czy delikatnie noisowe próby jak w „Evening Strains To Be Time’s Vast” to tylko przykłady tych małych innowacji w świecie muzyki Jacaszka, jednak to właśnie one czynią Glimmer tak dobrym albumem, którego szkoda byłoby nie odnotować w tegorocznym bardzo przecież bogatym katalogu polskiej muzyki. -Łukasz Halicki

http://www.myspace.com/jacaszek 

How How: Flickers

How How: Flickers
[Antena Krzyku/Opensources, 2011]
Ocena: 4-/6

W jakiś dziwny, bliżej nieokreślony sposób właściwy debiut How How jest rzeczą ciekawszą od ich tegorocznej EP-ki Bumpy, chociaż koncepcyjnie czy brzmieniowo w zasadzie nic się w ich muzyce nie zmieniło. W świecie, w którym zespoły wypalają się na debiutanckich krótkograjach jest to zjawisko całkiem miłe i zwiastujące zespół być może aspirujący do pierwszej ligi rodzimego grania na przecięciu alternatywy/eksperymentu/muzyki dziwnej i dziwacznej. Chociaż póki co niestety ciągle za mało tu konkretów, a za dużo rozmieniania się na drobne. Flickers to bez dwóch zdań album z gatunku poszukujących, którego akcja dzieje się w krainie gitarowych plamek, ambientowych szumów oraz stonowanego field recordingu. Czasem dochodzi do tego wokal i odrobina odważniej nakreślonej elektroniki, jak w znakomitym „K” i w pewien sposób symetrycznym do niego „K2″, lecz są to raczej pojedyncze eskapady niż przeważająca tendencja.

W świecie w którym wypada cenić muzyków za oryginalność i kompozycje, How How brylują przede wszystkim w tym pierwszym, zaskakując już na starcie „kariery” własnym, staranie dopracowanym językiem i wrażliwością. W temacie kompozycji co nieco do powiedzenia mają i jakkolwiek jest przyjemnie, spójnie i logicznie („Flicker”, „Ninja’s Calm”), tak wszystko zbytnio zlewa się w jednorodną masę. Całe Flickers jasno sygnalizuje, że How How to zespół z ambicjami i co ważniejsze możliwościami ich realizacji, lecz jest jeszcze sporo za wcześnie by wieścić nowych gigantów polskiej alternatywy, eksperymentu, czy jakkolwiek inaczej to nazwiemy i zaszufladkujemy. -Łukasz Halicki

http://howhow.bandcamp.com/ 

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.