George Dorn Screams: O’malley’s Bar

george_dorn_coverGeorge Dorn Screams: O’malley’s Bar
[Ampersand Records, 2009]
Ocena: 3+/6

Dżordżów zagoniło aż do Stanów, żeby nagrać nowy krążek. Tam pod okiem Johna Congletona, cytuję „a Grammy nominated producer who previously cooperated with such bands as Explosions In The Sky, The Polyphonic Spree, Logh, The Appleseed Cast, The Roots, Pleasant Groove, Modest Mouse” (nieco ironiczne wow!), nagrali swój drugi album i wydali go z pomocą bardzo aktywnego ostatnio Ampersand Records.  Trzeba przyznać, że zza oceanu bydgoszczanie przywieźli album dobry, zdecydowanie lepiej brzmiący niż materiał z debiutu i co więcej, zupełnie inny od ich dotychczasowych dokonań.

Już otwierające „Circles” powala swą niemalże metalową siłą i pokazuje, że dosyć melodyjne podejście do utworów, znane z Snow Lovers Are Dancing to już przeszłość. Owszem, to zawsze był bardzo gitarowy zespół, lecz wszelkie głośnie i hałaśliwe fragmenty stanowiły co najwyżej chwilowe epizody niespecjalnie rzucające się w oczy. Na O’malley’s Bar ich brzmienie zdecydowanie przybrało na sile, na co znaczny wpływ miał zapewne wspomniany już Congleton. Trudno odmówić mu wykonania kawału solidnej roboty, jednak z drugiej strony zespół chwilami zaczyna za bardzo przypominać jego innych podopiecznych, przez co bydgoska kapela, do tej pory uroczo balansująca na krawędzi bycia post rock, nagle głęboko wpadła do tego nieszczęsnego wora.

Wydaje się, że wszlkie zarzuty o braku nowatorstwa i eksploatowaniu ogranej już do bólu estetyki będą się w ich przypadku zawsze powtarzać. Tutaj nie ma zmiłuj się. Tym niemniej ciężko też ich zrównać ich z ziemią, gdyż O’malley’s Bar nie jest wcale taki złym krążkiem. Początek nie najlepszy, ale już od trzeciego utworu, wyraźnie przywołującego klimatem debiut, zaczyna dziać się dobrze. Czwarte „Summers, Springs and Winters” całkiem zachwyca końcową ścianą dźwięku i choć następujące po nim „Hangover Tune” odrobinę męczy swego rodzaju kompozycyjnym niezdecydowaniem, to końcowa trójka to już konkretnie dobre granie. Trochę melancholijnie (głównie za sprawą wokalu Magdy Powalisz), zdecydowanie hałaśliwe i z lekko epickim rozmachem. I jakkolwiek wydaje się, że zespół nigdy nie wyjdzie ponad wzorcową solidność, to trudno zaprzeczyć, że na mocno ogranym już boisku melancholijnego post rocka, udaje im się jeszcze strzelić pare goli. -Łukasz Halicki

http://www.myspace.com/georgedornscreams

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: