Ortega Cartel: Lavorama

ortega_cartel_-_lavoramaOrtega Cartel: Lavorama
[Sixteen Pads Records, 2009]
Ocena: 5/6

Oni jedzą hip-hop na śniadanie. Są lepsi od batmana. Szpanują rapem i niszczą klimatem. Zamiast wypuszczać „chujowe hity robią płyty bawiąc się przy tym”. W ich przypadku zawsze tak było, ale teraz jest jeszcze lepiej, jeszcze więcej, jeszcze zajebiściej. Piter i patr00 wykładają na Lavoramie hip-hop pokazując, że są w tej dziedzinie wybitnymi specjalistami. Rap buraku nie dla frajerów, cytując innych klasyków. I serio, nie wyobrażam sobie by ktokolwiek z naszych rodzimych hip-hopowców mógł się zbliżyć do poziomu tego, co prezentuje Ortega na swoim najnowszym albumie. Oni po prostu miażdżą miłością do tego, co robią. Owszem, są inni którzy robią to z całego serca, ale generalnie zawsze były z tym dwa problemy – albo wychodziło to komicznie, albo było trzeba wyławiać pojedyncze perełki spośród całego zestawu mniej udanych utworów. Tymczasem na Lavoramie, nawet jeśli sporo z tych 33 utworów można było sobie darować i przez to zdecydowanie zagęścić stężenie zajebistości, to atmosfera, jaka się sączy z każdego z utworów skutecznie rekompensuje wszelkie niedostatki jakościowe części tego materiału.

Lavorama „zabija i ustala trendy” od początku do końca. Rozbujane, nieco 80s (sample na wysokości 2:33, o jaaaaa!) „Miami Vice” to doskonałe wprowadzenie w luzacki klimat tego krążka, zaś zamykający album „Koniec” to takie typowe zakończenie z gatunku tych kompletnie nieefekciarskich, za to bardzo klimatycznych. Między nimi 31 kompletnie odmiennych utworów i skitów, które łączy niesamowity klimat i niewiarygodna jakość muzyczna. Postęp, jaki zaliczył „my boy” patr00 od czasu swojego solowego Random Note i pierwszych płyt Ortegi jest niesamowity. Rozstrzał klimatyczny podkładów również powala. Są przebojowe jointy, jak fenomenalne „No to klaśnij”, bardziej tradycyjne formy, jak „Rap”, a oprócz tego świetne skity oraz trochę eksperymentów, jak chociażby w „Niby się żyje”. Wszystkie bity łączy spójne brzmienie i niesamowity smak, i klasa, z jakimi zostały sklejone, i jest z czego wybierać, i czym się jarać. Śmiało można powiedzieć, że to właśnie podkłady oraz osoba patr00 są jednym z czynników spajających ten krążek i nie pozwalającym mu się rozlecieć na pojedyncze utwory. Choć nie tylko…

Joł joł, hej man, ta płyta to też raperzy. Jest Piter, główny bohater, król luzu i genialnie beztreściwego klimatycznego rapu oraz rapujący sobie na boku patr00. Oprócz nich cała plejada gości z gwiazdami typu O.S.T.R. (słabo) i Tede (mocarnie) oraz pełną gamą partyzantów z których wypada wymienić tych najbardziej zasłużonych, jak Mielzky, Finker, Reno czy nasz stary dobry ziom Jesse Maxwell z Joneszów. Najbardziej popisowy występ zalicza Tede w ultraprzebojowym „Dokąd tak gnasz?”, choć cała reszta też pręży muskuły i prezentuje się ze swoich najlepszych stron. Mielzky rozczulająco wykłada swoją miłość do hip-hopu, Finker stylizuje się na Pezeta, Reno nieco bragadoczy („a jak twoje gówno jest gorące to ja sram ogniem”, łuuu mocne), a Jesse tradycyjnie o wszystkim i o niczym. Reszta też bez większych zarzutów, ale wiadomo, liczą się tylko najlepsi. Na oddzielną wzmiankę zasługują również skity. W tej materii mamy dwie serie – ta w której mistrze, mistrze zniszczyli, czyli „Microphone Masters” i bardziej tradycyjne instrumentale tytułowane „Lavorama”. Z tej pierwszej serii na szczególne odnotowanie zasługuje przezabawny skit z numerkiem dwa, a z instrumentali warto podkreślić odrobinę taneczną jedyneczkę. Generalnie dawno nie dane mi było słyszeć tak fantastycznie klimatycznych i dowcipnych skitów.

Dobra, żeby za bardzo nie przedłużać i nie nużyć nikogo nadmiarem liter, wypadałoby skończyć, bo to miała być reklama, a nie wykład. Trudno ukryć, że liczbę utworów można by było delikatnie zmniejszyć i gdyby nie to, byłby klasyk z miejsca. Z drugiej strony tu nie ma słabych fragmentów, są po prostu te lepsze i gorsze. A jako, że przewaga tych pierwszych jest znaczna, a i słabsze momenty skutecznie nadrabiają klimatem, to już przestaję marudzić. Kogo nie kręci, ten pała. Serio. -Łukasz Halicki

http://www.myspace.com/ortegacartel

Reklamy

6 Responses to Ortega Cartel: Lavorama

  1. bartkos87 says:

    Chyba nikt się nie spodziewał AŻ takiego kozaka.

  2. poliszmnie says:

    Szczerze mówiąc po zeszłorocznych Joneszach i tym tegorocznym singlu Ortegi można było się sporo spodziewać. Inna sprawa, że faktycznie jest lepiej niż oczekiwałem.

  3. Pingback: Recenzja? Nie ja xD! « Kercoss Blog

  4. Pingback: masowa konsumpcja kultury masowej » Blog Archive » Skate me to the Moon

  5. I usually do not drop a ton of comments, but I browsed a few
    of the remarks on Ortega Cartel: Lavorama | polisz mnie.
    I do have some questions for you if it’s okay. Could it be simply me or do a few of the responses look like they are written by brain dead people? 😛 And, if you are writing on additional places, I would like to keep up with anything new you have to post. Would you list of the complete urls of your public sites like your twitter feed, Facebook page or linkedin profile?

  6. Hi there friends, nice post and fastidious arguments commented here,
    I am actually enjoying by these.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: