Top 33 polskich płyt 00s: miejsca 12-22

22. Materac: Andersen Dobranoc
[4ever Music, 2008]

Wygląda na to, że jestem jedynym, lub w bardziej optymistycznym wariancie, jednym z pięciu fanów Materaca w Polsce. W związku z tym chciałem wam drodzy czytelnicy zakomunikować, że umyka wam być może jedna z najlepszych polskich płyt spod znaku alternatywa z przedrostkiem psycho. Jeśli chodzi o fakty, to będzie krótko bo i informacji jest niewiele – Materac jest pobocznym projektem Marcina Zagańskiego i Pawła Koprowskiego znanych (lub nie) z Kombajnu Do Zbierania Kur Po Wioskach. Teoretycznie zespół jest swego rodzaju szkicownikiem dla ich macierzystej formacji, w praktyce okazuje się być lepszym i bardziej wiarygodnym uchwyceniem idei przedstawienia swej nienormalności w muzyce. Teksty niepokojąco surrealistyczne, dźwiękowo niby alternatywa pełną gębą, jednak śmiało nawiązująca do tradycji zaćpanego rocka z lat 60-tych i 70-tych. Ostatecznie warto podkreślić, że Andersen Dobranoc to bez wątpienia płyta bardzo surowa (brzmienie made by Maciek Cieślak), trudna i pokręcona, jednak dla każdego dla kogo ten zestaw słów brzmi zachęcająco, pozycja obowiązkowa. -Łukasz Halicki

21. Pink Freud: Alchemia
[Universal, 2008]

Zawsze mieliśmy w Polsce takie piękne albumy jazzowe, że ogólne jakieś wymiksowanie się tego gatunku ze świadomości ludzi web 2.0 wypada nawet smutniej niż absolutna dementia w sprawie bigbitu. Nawet w ostatniej dekadzie mieliśmy zespoły i płyty równie ciekawe jak te z trendu nazywania płyt jako parodii płyt klasycznych (Asthmatic, Out Out to Lunch). W każdym razie, Pink Freud nie są zbytnio zespołem płytowym. Sorry Music Polska to okropna próba bycia nowoczesnym, a nagrany na żywo w studio, surowy Punk Freud pomimo ewidentnie największej energii nie grzeszył przesadną równością. Tak też oto wchodzi Alchemia jako samozwańczy best of w najlepszych dla zespołu warunkach – koncertowych. Selekcja jest mocna, wykonania świetne, a nowoavantyzm laptopowy zastępują żywe instrumenty serwując świetną nujazzową przechadzkę. Nie demonizujmy. -Emil Macherzyński

20. Dinal: W Strefie Jarania I W Strefie Rymowania
[nielegal, 2006]

Niektórzy co chwilę wydają swoje nowe projekty, natomiast inni postanawiają uderzyć raz, a porządnie. Idąc tym drugim tokiem myślenia podążył opolski Dinal. O ile Kaseta Demonstracyjna była bardzo porządną przystawką, to już danie główne w postaci W Strefie Jarania I W Strefie Rymowania smakuje po królewsku. Główny konkurent Najebawszy (EP) do miana najlepszego polskiego nielegala ever. Świetny raper, sypiący podwójnymi jak nikt w kraju – Wankz, wraz z Karolem i genialnymi beatmakerami – Mejem i Urbkiem, postanowili przypomnieć i uświadomić polskim słuchaczom na czym polega zabawa w hip-hop. Dodatkowa pomoc Zkibwoya, Lilu i Daniela Drumza, pomogła zapewnić miano klasyka. Oni mają jointy i płyty winylowe, a wy problem z love. Do Dinali, bo drugiego LP jakoś nie widać. Wielka szkoda, bo wychodzi na to, że jest to najfajniejszy polski hip-hop. -Dawid Bartkowski

19. Kristen: Night Store
[Lado ABC, 2006]

Mój mały, kochany album, którego generalne zlanie zawsze uważałem za niesprawiedliwość. Serio ktoś woli jak oni grają permutacje arytmicznych patentów Storm & Stress? Obce mi podejście. Night Store to zwarty avant pop w stylu Deerhoof z momentami absolutnie genialnymi riffami (unisono gitary i wokalu w ‚Wyjście na miast”, chwytliwy lajtmotiw „City Stars”). Cudownie minimalistyczne, prog-poszatkowane, twee-zwiewne kompozycje pełne witalności i nośności jakiej u nas na scenie brakuje zazwyczaj i chyba w muzyce w ogóle odkąd Teenbeaty i Sarah Recordsy zepchnięte zostały na boczne tory zapomnienia lub nieistnienia. Poza tym, brzmienie jest niesamowicie klarowne (bas!) i pasujące, aż szkoda że kredyt za to biorą Niemcy. To był moment kiedy uwierzyłem, że Kristen są w drodze do bycia najlepszym zespołem w tym kraju, i wszystko pewnie udałoby się gdyby cokolwiek jeszcze wydali. Wstyd. -Emil Macherzyński

18. Jacaszek: Treny
[Gustaff Records, 2008]

Tylko najbardziej nieczułe bydlaki są niewrażliwe na gęste pokłady smutku jaki udało się Jacaszkowi zawrzeć na Trenach. Ze względu na nastrój, koncept oraz obraną technikę obróbki dźwięku, album w pewien sposób unikalny w skali Polska i co najmniej warty odnotowania w skali świat. Skromne aranżacje smyczkowe, niekiedy wraz z towarzyszącymi im wokalizami Mai Siemińskiej, ozdobione oszczędną elektroniką utrzymaną w bardzo przystającym do tego przedsięwzięcia klimacie lo-fi, to nie jest ambientowy chleb powszedni. Jacaszkowi udało się ukuć na tym albumie własny styl, a przy tym wyposażyć go w emocje, które może i chwilami zbliżają się do granicy piękno/banał, jednak cały czas są po tej właściwej stronie. I chociaż może „nie dzieje się historia”, tak trudno zaprzeczyć, że Treny to znakomicie zrealizowany koncept i przy tym swego rodzaju pionierska przeprawa w ramach muzyki polskiej (ojejku jak ten zlepek słów źle brzmi – przyp. autora). -Łukasz Halicki

17. Psychocukier: No More Work!
[Love Industry, 2008]

Dobry, choć monotonny album, który oceniam wyżej od debiutu, bo jest lepiej pod względem kompozycji, ale z racji niepowstrzymania się przed wydaniem milionów kawałków na jednym krążku i tak uważam, że mogło być znacznie, znacznie lepiej. Poza tym, że zespół stał się w pewnym momencie nieśmieszny, No More Work! zbiera wszystkie koncertowe klasyki w jednym miejscu i w miarę potężnej prezentacji. Bas brzmi jak gromy. Całość definiuje ‚ścianę melodyjnego hałasu’. Szlachetne niemieckie inspiracje punktują strasznie. Innym tematem jest gitara Saszy, który doczekał się tak charakterystycznego brzmienia, że rozpoznałbym nawet na 3 planie albumu Natalii Kukulskiej słyszanego w dziale warzywnym w hipermarkecie. Szacunek straszny. Naprawdę nieźle to wyszło, chłopcy. -Emil Macherzyński

16. Noon: Bleak Output
[Teeto Records, 2001]

Ten przeuroczy album to nasz własny głos w hypnagogii, jeżeli dobrze się orientuję w ramach. Siermiężne automaty perkusyjne z jakiegoś archaicznego Fruity Loops trochę bawią, ale dobór sampli i ich zestawienie mistrzowskie. Zresztą, ten album pokazuje jak bardzo Noon nigdy się nie spełnił i już chyba nie spełni. Bo Bleak Output i przede wszystkim drugi album z Pezetem to absolutna czołówka światowa pod względem rozmarzonej samplerki i gdyby tylko miał odwagę wyjść i złapać to wszystko za przysłowiowe jaja, rozpętało by się prawdziwe producenckie pandemonium, zamieszki na ulicach, etc. A tak mamy świetne rozmarzone downtempo. Jak to się mówi, ‚tylko i aż’. -Emil Macherzyński

15. Afro Kolektyw: Płyta Pilśniowa
[T1-Teraz, 2001]

Wszyscy wiemy kim jest Karl Malone, czym jest seksualna czekolada, a także uwielbiamy gdy murzyn uderza w kokos. Debiutancki album Afro Kolektywu to nieocenione zbiorowisko cytatów i różnej maści powiedzonek. Afrosi jeszcze nie skażeni myślą o łączeniu hip-hopu z alternatywą, na Płycie Pilśniowej realizowali ideę „biali ludzie też mogą grać czarno”. Niby pierwsze kroki, niby nie do końca „profesjonalnie”, ale już z wyraźną wizją tego co chcemy powiedzieć i jak to wyrazić. Afrojax jeszcze bez podejmowania ważniejszych tematów, teoretycznie na poziomie gówniarskiej zabawy słowem. W rzeczywistości Płyta Pilśniowa to szczere i błyskotliwe uchwycenie młodzieńczej energii każdego z nas, co odbywa się zarówno na poziomie tekstów, jak i muzyki. Prawdziwy diamencik w kategorii polska poezja śpiewana i modelowy przykład, że świetne kompozycje potrafią nadgonić niedostatki techniczne (które niedawny remaster w dużej mierze ogarnął). -Łukasz Halicki

14. Eldo: 27
[My Music, 2007]

Fenomen Eldo nigdy do mnie nie docierał i prawdopodobnie nie dotrze. Tym bardziej obecnie, gdy grupą docelową jego muzyki wydają się być dynamicznie dojrzewające 16-18 latki. Jednocześnie muszę przyznać, że na 27 udało się Eldoce zrealizować coś, co wydaje się być poza zasięgiem zdecydowanej większości polskich raperów. Mamy bowiem do czynienia z albumem niesłychanie przemyślanym, który od początku do końca porusza się sobie obraną ścieżką, zarówno w sferze tekstów, jak i muzyki, co wbrew pozorom nie jest chlebem powszednim polskiego rapu. Eldo skupia się głównie na dwóch aspektach – rozterkach dwudziestoparolatka rozpoczynającego dorosłe życie oraz miłości do miasta, w którym przyszło mu się żyć i wychować (Warszawa), chociaż nie unika typowych dla siebie egzystencjalnych rozważań czy wyrazów miłości do hip-hopu. Rapuje o tym wszystkim z taką pasją i autentycznością, że poza Muzyką Poważną trudno znaleźć w katalogu polskiego hip-hopu drugi tak dojrzały i spójny album. Również w kwestii beatów 27 prezentuje się praktycznie bez zarzutu. Bez porywania się w nieznane, nowocześnie, lecz z wyraźnym czerpaniem z klasyki. Głównie młodziutki Flamaster, wspierany m.in. przez genialnych jak zawsze Kixa i Webbera (fenomenalne „Ferajny”!). I niby to są „tylko” dobre, przemyślane teksty na nieskazitelnie przyjemnych, prostych bitach, ale tak szczerze – czy to zdarza się często? -Łukasz Halicki

13. Skalpel: Sculpture (EP)
[Ninja Tune, 2003]

Z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu jestem większym miłośnikiem Sculpture (EP) niż właściwego debiutu Skalpela. Nie żeby ich pierwszy pełny album na coś chorował, bądź czegoś mu brakowało. Być może zadecydowała tutaj kolejność poznawania, a może wrodzona miłość do EP-ek jawiących mi się jako forma wydawnictwa sprzyjająca skupianiu się na konkretach? W każdym razie Sculpture (EP), pierwsze wydawnictwo Marcina Cichego i Igora Pudło dla zasłużonego brytyjskiego Ninja Tune, to jedna z niewielu znanych mi pozycji tak skutecznie eksplorujących temat nu-jazzu. W dodatku bazująca na dorobku naszego rodzimego jazzu, co dodatkowo powinno napawać każdego z nas dumą. Z wyczuciem, bez nudzenia, jakby lekko „przebojowo”. Jeden z tych albumów gdzie słowo „płynie” automatycznie przychodzi do głowy („Voice Of Reason”!). -Łukasz Halicki

12. Reni Jusis: Elektrenika
[Pomaton EMI, 2001]

Nie wiem czy kiedykolwiek odnośnie polskiej płyty towarzyszyły mi takie ciarki jak przy otwierającym funkowym motywie „Czuję, Że Czuję Się Dobrze” podczas inicjalnego słuchani albumu (kupiona za bajońską sumę 12 złotych, jak to stał kilka lat temu w sklepach). Jeżeli ktoś mówi o jakimś zawieszaniu poprzeczki, to Reni mogłaby wykładać to na Uniwersytecie Polskiego Popu. Przez krótką chwilę Jusis idzie łeb w łeb z Kylie („Nic O Mnie Nie Wiecie” spokojnie stanęłoby w szranki ze stylistyką i poziomem Fever). I choć wyszło trochę płasko i niedynamicznie, a 80sowość wydaje się być oportunistyczną próba podpięcia się pod modę, tak dobrze nie robi i nie robił żaden polski mainstreamowy album z ostatnich 10 lat. Nawet sama Reni stałą się trochę przytłoczona i po przyciężkiej Trans Misji oraz zwiewnym i fajnym, choć trochę zbyt ulotnym Magnesie zamieniła się w Tori Amos. Ale tutaj. Tutaj to jest właśnie TO, jeżeli jakieś TO w ogóle istnieje. -Emil Macherzyński

Niektórzy co chwilę wydają swoje nowe projekty, natomiast inni postanawiają uderzyć raz, a porządnie. Idąc tym drugim tokiem myślenia podążył opolski Dinal. O ile Kaseta Demonstracyjna była bardzo porządną przystawką, to już danie główne w postaci W Strefie Jarania I W Strefie Rymowania smakuje po królewsku. Główny konkurent Najebawszy EP do miana najlepszego polskiego nielegala ever. Świetny raper, sypiący podwójnymi jak nikt w kraju – Wankz, wraz z Karolem i genialnymi beatmakerami – Mejem i Urbkiem, postanowili przypomnieć i uświadomić polskim słuchaczom na czym polega zabawa w hip-hop. Dodatkowa pomoc Zkibwoya, Lilu i Daniela Drumza, pomogła zapewnić miano klasyka. Oni mają jointy i płyty winylowe, a wy problem z love. Do Dinali, bo drugiego LP jakoś nie widać. Wielka szkoda, bo wychodzi na to, że jest to najfajniejszy polski hip-hop.

Reklamy

5 Responses to Top 33 polskich płyt 00s: miejsca 12-22

  1. DuzyJot says:

    duzo mam jeszcze do nadrobienia w kwestii polskiej muzyki. mimo wszystko Smarki Smark: Najebawszy (EP) > Dinal: W Strefie Jarania I W Strefie Rymowania no i reni jusis w zyciu bym sie tu nie spodziewal

  2. North says:

    A ja chcę tutaj albo oddycham smogiem, albo zmysłów 5. Jak nie będzie to wpierdol.

  3. Matej says:

    Ja również liczę na Tymona a także Eldokę z Bitnixami.

  4. lcn says:

    W Strefie Jarania I W Strefie Rymowania > Najebawszy EP
    nie bez powodu jest wyżej :p

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: