Pink Freud: Monster of Jazz

Pink Freud: Monster of Jazz
[Universal, 2010]
Ocena: 5-/6

Nie to bym był ekspertem od płyt Pink Freud czy koneserem obranej przez nich ścieżki muzycznej, ale myślę, że wszyscy podpiszą się pod konsensusem, że ich najlepsze płyty to te bazujące na żywej materii (Punk Freud) niż próby bycia nowoczesnymi wizjonerami (momentami wywołujące uśmiech politowania Sorry Music Polska). Na nowym albumie zespół odczarowuje elektronikę w swoich utworach mariażując starą polską szkołę jazzu, jakieś nowe szkoły jazzu, elementy idm, breakbeatu, ambientu, psychodelicznej abstrakcji i starego dobrego rozkurwu unison brassów. Album jest zaskakująco użytkowy i energetyczny, jakkolwiek to brzmi. „Pierun”, „Bad Inquisitor” czy tytułowy jadą nowoczesnym beatem i mocarnymi partiami dętymi. Otwierający album utwór funkowy brzmi jak któreś z pseudo-soundtrackowych wcieleń Beastie Boys po poważnej trepanacji. A, i nagrali swoją wersję piosenki Autechre. Także szacuneczek. Nie wiem czy najlepsze ich utwory ekskluzywnie pojawiają się tutaj, ale na pewno jest to ich najrówniejszy album. Przycisk skip też zasługuje czasami na odpoczynek. I za to już nawet nie szacuneczek, co trochę wychwalania należy się. Mimo że – używając frazy z recenzji Ozzy’ego Osbourna, którą czytałem jak wydał poprzednio płytę – prochu nie wymyślają. –Emil Macherzyński

http://www.myspace.com/pinkfreudmusic

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: