Kiev Office: Anton Globba

Kiev Office: Anton Globba
[Nasiono Records, 2011]
Ocena: 4/6

Wypracowanie własnego brzmienia oraz własnego charakterystycznego klimatu, a także odcięcie się od obowiązujących mód i trendów, to nie lada sztuka, co i tak wcale nie gwarantuje sukcesu. Zarówno tego związanego z hajsem, jak i poklaskiem różnorakich klakierów takich jak ja. Kiev Office stali się na swojej drugiej płycie właśnie takim zjawiskiem – oryginalnym, nietuzinkowym, a do tego nieco oderwanym od obowiązującej muzycznej rzeczywistości. Ciągle niepozbawieni wad, które przytłaczały na debiucie, zaliczają imponujący skok jakościowy, tym samym dobrze prognozując na przyszłość. Co zabawne, dwie największe ułomności Jest Taka Opcja pozostają nadal aktualne. Brzmienie, nadal nieco chałupnicze, chwilami męczy (gdzie jest perkusja?!), lecz równocześnie zachwyca swoim zakorzenieniem gdzieś 30 lat wstecz, skutecznie migając się przypodobania się do obowiązujących standardów. Podobnie ma się sprawa z wokalem, który co prawda uciekł z rejonów banału oraz schował się gdzieś pomiędzy gitarami, tak nadal potrafi momentami bardziej zirytować niż ucieszyć.

Tym niemniej Anton Globba to album przede wszystkim intrygujący w swoich noisowych poszukiwaniach oraz specyficznym wpatrzeniu w post-punkową tradycję. Michał Miegoń wraz zespołem śmiało sobie poczynają, przeskakując z form bardziej ekstremalnych jak singlowa „Karolina Kodeina” do odrobinę niedzisiejszych piosenek takich jak „Nie Idź w Noc”, bawiąc się również trochę w shoegaze w wyśmienitym „Ultraviolent Light”. Bez skrępowania, odważnie lokują się w wielu różnych stylistykach, co z jednej strony nieco odbiera spójności temu krążkowi, z drugiej przynosi miłe dla ucha zróżnicowanie materiału na nim się znajdującego. To bogactwo pomysłów, całe szczęście ujarzmiono w ryzach pomysłu na siebie, co skłania do wniosków, że bardziej przekłada się na bogactwo, niż niespójność. I tak jak debiutowi z jakiegoś powodu nie skusiłem się na dwóję, tak Anton Globba z czystej przekory nie dorobi się plusika. Co i tak nie zmienia faktu, że warto się z tym albumem zapoznać. Ryzyko zaprzyjaźnienia się z nim oceniłbym jako całkiem spore. -Łukasz Halicki

http://www.myspace.com/kievoffice

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: