50% x 2011 czyli półrocze w koncertach

  1. Taka tam kronika spisywana w miarę na bieżąco. Szczerze mówiąc bardziej na własne potrzeby, choć jeśli ktoś skorzysta to będzie mi bardzo miło. Od razu przepraszam za brak stylu, dziwne zestawienia słów i takie tam, wszystko spisywane było zazwyczaj na gorąco, co mam nadzieję choć trochę mnie usprawiedliwia.
  2. W Warszawie się dzieje i praktycznie każdego dnia można znaleźć interesujący koncert z dowolnie wybranej szufladki. Wątpię, żeby którekolwiek inne polskie miasto mogło tu konkurować. Chłodna 25 ciągle na podium.
  3. Na czerwono wyróżniłem najlepszych. Im nie można odpuszczać.
  4. Powtarzam się, ale po raz kolejny apeluję – chodźcie na polskie koncerty!

Asia i Koty @ Jaś i Małgosia (22 stycznia 2011)

Gdyby Asia miała nieco lepszy materiał i więcej charyzmy czytalibyście tutaj właśnie internetowe bicie pokłonów. Niestety, Asia póki co zachwyca „tylko” warunkami głosowymi i paroma udanymi kompozycjami. Co i tak nie zmienia faktu, że bardzo przyzwoity koncert.

Psychocukier + The Phantoms @ Sen Pszczoły (27 stycznia 2011)

Support interesujący ze swoim nieco archaicznym brzmieniem, kompozycyjnie jednak bez szału. Psychocukier tradycyjnie jechał z hitami i dobrą konferansjerką, były też nowe utwory (po polsku!). Lepiej niż ostatnio w Hydrozagadce, nieco gorzej niż na pamiętnym koncercie w Jadłodajni jesienią 2009.

Ścianka @ Warszawa Powiśle (12 luty 2011)

Darmowy, tak jakby trochę spontaniczny koncert, o którym chyba niewielu wiedziało. Same nowości plus wybitne „My Friend Cigarette”. Kategoria koncert roku, niesamowita energia, świetny materiał, którego nie wiem kiedy się doczekamy w formie płyty. Magia gitar.

Biela, Rogiński, Szpura @ Chłodna 25 (25 lutego 2011)

Znakomity koncert, na którym było się można przekonać że jeśli wszystko dobrze pójdzie stać ich na jedną z najlepszych polskich płyt roku 2011. Dwa wnioski:

  1. Niesamowity Rogiński na gitarze.
  2. Doskonały dowód na to, że czasem warto pójść na koncert w ciemno.

Jazzpospolita @ Chłodna 25 (26 lutego 2011)

Po nie wiem jak długim okresie próbowania wybrania się na Jazzpospolitą, wreszcie się udało.  Koncert całkiem dobry, kompozycyjnie śmiało odbiegający od albumowych pierwowzorów, ale mimo wszystko w środkowej jego części można było się nieco ponudzić. Tym niemniej początek i końcówka wyborne.

Pink Freud @ Huśtawka (14 kwietnia 2001)

Dziwne miejsce, z zaskakująco niezłą akustyką. Publika nieco bardziej losowa niż zazwyczaj, a Pani obok mnie wybitnie nadekspresyjna. Sam koncert dobry, w większości materiał z ostatniej płyty, choć zdarzyły się starocie i covery („National Anthem”!). Koncert bardzo energiczny, choć nie zabrakło przynudzaczy z fenomenalnym „Diamond Way” na czele. Warto było, choć jest pewien niedosyt.

Rogiński/Tyciński/Moretti/Rzepka, czyli żydowska surferska muzyka religijna @ Chłodna 25 (16 kwietnia 2011)

Raczkujący skład, momentami urzekał swoim nieprzygotowaniem, pod koniec niestety już nieco irytował. Materiał nieco zbyt jednostajny, choć czuć potencjał. Może coś z tego będzie, sam koncert jednak w porywach co najwyżej przeciętny.

Tede @ Warsaw Challange, Park Sowińskiego (7 maja 2011)

Ten człowiek nawet w sposobie chodzenia jest bossem. W parku Sowińskiego był co prawda nieco wczorajszy, a publiczność bardziej jarały nowe kawałki niż starocie, tym niemniej była świetna energia, odrobina humoru oraz wielka trójca: „Gin za ginem”, „Ona jest szmatą” oraz „Pęknięty jeż”. Tylko pomyśleć jak wyglądały jego koncerty 10 lat temu…

Parias @ Warsaw Challange, Park Sowińskiego (7 maja 2011)

Bardziej standardowego, bezbarwnego hip hopu nie jestem sobie w stanie wyobrazić. Mocny kandydat do najsłabszego koncertu roku.

Kobiety @ Hydrozagadka (13 maja 2011)

Cóż to był za koncert. Były stare hity, było nowości (mnóstwo), były podwójne bisy, które trwały dobre 30-40 minut, było niesamowicie. Zespół w świetnej formie, publiczność również dała radę, co wbrew pozorom nie zdarza się zbyt często. Nowa płyta podobno na jesieni, póki co czeka na wydawcę. Nawrocki podpisał mi wszystkie płyty! ♥

Indigo Tree @ Cafe Próżna (14 maja 2011)

Jak na pożegnalny koncert było bardzo skromnie, niemrawo i jakoś tak dziwnie. Bardziej w sensie atmosfery, niż muzycznej jakości koncertu. W okrojonym składzie, bez Filipa Zawady, Pete i Michał świetnie sobie poradzili, na tyle, że utwory z Blanika, który mnie jakoś ominął, zaintrygowały i wzbudziły chęć posiadania tej płyty. Szkoda, że ten ciekawy i dobrze obiecujący zespół tak szybko kończy.

Paula i Karol @ Cafe Próżna (14 maja 2011)

Co prawda stężenie studentów polonistyki, kulturoznawstwa i tym podobnych przerażało, tak na szczęście procent dziwnych i pretensjonalnych psychofanów było niewielki. Sam koncert wypada określić jako dobry – tradycyjnie już pozytywna energia, dobry wybór materiału, a do tego 2 nowe utwory, z których jeden prezentował się naprawdę interesująco. Warszawa lubi Paulę i Karola i na odwrót.

SzaZa/Polański @ Kino Kultura (19 maja 2011)

Szamburski i Zakrocki w ramach festiwalu kultury żydowskiej „Otwarta Twarda” grali na żywo do krótkich metraży Polańskiego. Z jajem, pomysłowo i bez popadania w szablony. Bardzo przyjemny występ.

Pokrzywiński / Masecki / Bach @ Chłodna 25 (3 czerwca 2011)

Ja się na tym nie znam, to jest zupełnie inny świat, ale nie powiem żeby mi się nie podobało. Przyjemnie relaksujący koncert w przeraźliwie dusznej piwnicy na Chłodnej.

Masecki / Moretti / Bossanova @ Bar Fregata (4 czerwca 2011)

Miłe, przyjemne, ale niestety tylko granie do piwa. Gdyby nie słabe warunki lokalowe, z chęcią wgryzłbym się bardziej w to co mieli do zaproponowania Moretti z Maseckim.

Kamp! @ Piknik Kulturalny, Królikarnia (11 czerwca 2011)

Mój czwarty i jak dotąd najlepszy koncert Kamp! Pomimo piknikowego rozleniwienia w Królikarni oraz pory zupełnie nie sprzyjającej tańcom, udało im się zagrać naprawdę świetnie i energetycznie. Stare utwory doczekały się nieco bardziej rozbudowanych aranżacji, a te pozostałe, niestety w pełni ukazały niedostatki większości ich nowego materiału.

Mikrokolektyw @ Warsaw Summer Jazz Days, Muzeum Powstania Warszawskiego (18 czerwca 2011)

Nie nastawiałem się zupełnie, ale było bardzo w porządku. Dobrze ubrał to w słowa Piotrek Lewandowski na PopUp i może na tym poprzestańmy.

Contemporary Noise Sextet @ Warsaw Summer Jazz Days, Muzeum Powstania Warszawskiego (18 czerwca 2011)

Na szczęście nie postawili na nowości (nie najlepsza tegoroczna płyta) i głównie zagrali materiał z drugiej płyty. Może faktycznie zabrakło im odrobiny przestrzeni i wyjścia poza albumowe wzorce, lecz z drugiej strony zagrali najlepsze co mają w swoim repertuarze i naprawdę wyszło im to świetnie. Dla takich ignorantów jak ja idealne wyważenie jazzu i nie-jazzu.

Sing Sing Penelope @ Warsaw Summer Jazz Days, Muzeum Powstania Warszawskiego (18 czerwca 2011)

Nie znam zupełnie dokonań tego zespołu i zakładałem najgorsze. A nie było wcale źle. Przyjemne granie na przecięciu jazzowej tradycji i odrobiny nowoczesności.

Levity @ Warsaw Summer Jazz Days, Muzeum Powstania Warszawskiego (18 czerwca 2011)

Ta monstrualna improwizacja początkowo przeraziła mnie tym, że nie usłyszę nic z świetnego zeszłorocznego Chopin Shuffle, jednak wraz z kolejnymi minutami trudno było rozstać się z myślą, że to najlepszy koncert tego wieczoru. Z wyobraźnią, odważnie, ale z głową. Tak poza tym – perkusista, cóż on tam wyczyniał!

Mazolewski Quintet @ Warsaw Summer Jazz Days, Muzeum Powstania Warszawskiego (19 czerwca 2011)

Oj, to nie dla mnie. Jakkolwiek uwielbiam wiecznie uśmiechniętego Mazola, tak konkretnie zmęczył mnie ten koncert. Najbardziej zapamiętam drobną bójkę wśród publiczności na samym początku (!).

Marcin Wasilewski Trio @ Warsaw Summer Jazz Days, Muzeum Powstania Warszawskiego (18 czerwca 2011)

Z kolei Wasilewski zaczął ładnie, spokojnie i miałem nadzieję, że cały koncert upłynie w takiej nieco sennej atmosferze, lecz niestety jego druga połówka, w dużej mierze improwizowana rozczarowała. Stąd prosty wniosek z tego dnia „Don’t Panic! Yass We`re From Poland” – młodzi jazzowi kombinatorzy > jazzowi tradycjonaliści.

Babadag @ Warsztat (21 czerwca 2011)

Zachęcony zeszłoroczną rekomendacją Mariusza Hermy (tutaj) w końcu dotarłem na Babadag. Potwierdzam stwierdzone już fakty – znakomity perkusista, mnóstwo pomysłów i intrygujące konstelacje dźwięków. W swoich najlepszych momentach byłem blisko „wzruszenia roku”, tym niemniej całościowo jeszcze nie do końca zostałem kupiony. Nie zmienia to jednak faktu, że jak na zespół bez płyty znakomicie. Czekamy na debiut.

Reklamy

8 Responses to 508 x 2011 czyli półrocze w koncertach

  1. Masło says:

    Przede wszystkim dzięki za podsumowanie, fajnie, że powstało. Rzeczywiście w stolicy dzieje się koncertowo dużo dobrego. Widziałem sporo z wypisanych powyżej, plus kilka innych, o których za moment. Sorry za nieład…
    Ścianka w Powiślu, koncert zachwycający, którego długo nie zapomnę. Szkoda, że nie widziałem całego, a wszystko przez to, że trochę wcześniej w Eufemii grało (dla parunastu osób ledwie) Columbus Duo (w trio z Wojtkiem Jachną). Ich poczynania też warto śledzić.
    Rogiński (geniusz totalny), Biela i Szpura mają w planach nagranie płyty, pewnie z uwagi na duże aktywności tej trójki szybko to nie nastąpi, ale trzymajmy kciuki, bo piękna to muzyka. Nie szedłem w ciemno, bo miałem szczęście widzieć ich w roku ubiegłym na Lado w Mieście. Polecam koncerty solowe Raphaela, to już czysta magia i coś więcej niż koncert…
    Żydowski Surf Raphaela, Macia, Bartka i Oli bardzo mi się podobał, faktycznie niedopracowany, ale kontynuacja mile widziana, pewnie nastąpi, bo grają w Poznaniu na festiwalu Tzadik.
    Kobiety w topowej formie, no i nowy materiał mocno daje radę. Czekamy na płytę.
    Sza/Za jak zwykle, w swoim stylu, bardzo dobrym zresztą. Polecam koncerty Szamburskiego solo, wielkie przeżycie.
    Do listy dodałbym jeszcze dwa koncerty: Ektoplazmę (Rogińki, Tyciński, Zimpel, Górczyński, Szpura, Wójciński), która brawurowo podjęła wątki inspirowane twórczością Raymonda Scotta, i mój faworyt do koncertu roku: PROFESJONALIZM (sekstem Maseckiego), miazga totalna, wystarczyło pierwsze kilka sekund koncertu, by nie mieć wątpliwości, jak genialnie wygląda podejście do tradycji przy jednoczesnym rozwalaniu wszelkich tradycyjnych form. Coś niesamowitego.
    Na wielki plus Babadag, kwintet Mazolewskiego, Levity. Chodźcie na polskie koncerty!

    • poliszmnie says:

      Profesjonalizm po kilku rekomendacjach mam zdecydowanie w planach, na razie mi się jeszcze nie udało, ale wierzę że ten moment w końcu nadejdzie. Generalnie to w najbliższym czasie LADO w mieście szykuje się genialnie i mam nadzieję zawitać na większość koncertów tego cyklu.

  2. Ariel says:

    This post will assist the internet visitors for building up new webpage or even
    a blog from start to end.

  3. Everyone loves it when people come together and share thoughts.
    Great website, stick with it!

  4. Hi there, I wish for to subscribe for this blog to get
    latest updates, thus where can i do it please assist.

  5. Hello friends, its great paragraph concerning educationand entirely defined, keep it up all the
    time.

  6. You really make it seem really easy together with your presentation but I find this matter to
    be really one thing which I think I’d by no means understand. It seems too complex and very wide for me. I’m taking
    a look forward in your next publish, I’ll try to get the hang of it!

  7. Remarkable! Its in fact awesome paragraph, I have got much clear idea regarding
    from this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: