Psychocukier: Królestwo

Psychocukier: Królestwo
[Antena Krzyku/Opensources, 2011]
Ocena: 4+/6

Psychocukier jest jedynym zespołem, którego plakat mam w pokoju, co zasadniczo chyba czyni mnie ich fanem. Oprócz nich wisi tylko lansiarsko Alfons Mucha, ale to w zupełnie innym miejscu i żona mi kazała. Zaliczam każdy ich możliwy koncert w stolicy, a ten w Jadłodajni, tuż przed pamiętnym samozapłonem, wspominam jako jeden z najlepszych klubowych koncertów rockowych jakie w życiu widziałem. Zmusiłem też kiedyś zespół do wyznania mi miłości flamastrem na okładce mojego egzemplarza No More Work. Mistrzowie konferansjerki, twórcy niezliczonej ilości przebojów, rockmani pełną gęba. Teraz w pełni po polsku. Podobno bez konkretnego powodu, po prostu tak wyszło. Nagrali album najbardziej konkretny, przemyślany i spójny w ich skromnej dyskografii, przez co nagle zaczęto ich darzyć większą niż do tej pory miłością. Sonic Youth i Stooges, bardziej niż wcześniej, ale też cukier wreszcie się wykrystalizował na tyle, by stwierdzić, że mamy do czynienia z unikalną polską odpowiedzią na zachodnie gitary sprzed lat. I to jakie gitary.

Trochę bardziej poukładani? Na pewno. Poważniejsi? Niekoniecznie. Nie po to nazywa się zespół Psychocukier, żeby grać poważne piosenki. A tu warto podkreślić jeden bardzo istotny fakt – kompozycyjnie byli i nadal są wybitni. Nauczenie się tych 13 utworów na pamięć to zasadniczo kwestia dwóch pobieżnych przesłuchań tego tutaj Królestwa. A potem nagle sobie uświadamiasz, że te piosenki są z tobą wszędzie. Śledzą cię, prześladują, nie dają spokoju, wiedzą gdzie mieszkasz, pracujesz i co jadasz na śniadanie. Niektóre bardziej („Królestwo”, „XXX”, „Psychonauta”), inne mniej, lecz te wszystkie 2-3 minutowe bangery formują pięknie dopracowaną, zwartą całość. Ta swego rodzaju dojrzałość oraz dopieszczenie tego materiału cieszy, lecz nagle cała radosna otoczka staje się mniej naturalna, odrobinę wyrachowana. I właściwie, żeby się za bardzo nie rozpisywać i nie analizować moich personalnych mini rozczarowań, wypada stwierdzić, że to naprawdę dobry album, ale frajdy miałem trochę mniej niż z No More Work. -Łukasz Halicki

http://psychocukier.art.pl/

Advertisements

One Response to Psychocukier: Królestwo

  1. Pingback: 2011: Popisali się | Ziemia Niczyja | Mariusz Herma

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: