Polska 2011: Post Scriptum – 5 x Top5

Top 5 polskich “bohaterów” roku 2011:

  1. Thin Man Records
  2. Marcin Masecki
  3. Ofensywa wydawnicza Anteny Krzyku / Qulturapu
  4. Lado w mieście
  5. Nowe polskie niezależne wytwórnie płytowe

Top 5 polskich koncertów 2011, na które udało mi się dotrzeć:

  1. Profesjonalizm @ Cafe Mozaika (2 września 2011)
  2. Ścianka @ Warszawa Powiśle (12 luty 2011)
  3. Kobiety @ Hydrozagadka (13 maja 2011)
  4. Biela, Rogiński, Szpura @ Chłodna 25 (25 lutego 2011)
  5. Twilite @ Off Festival 2011, Dolina Trzech Stawów (5 sierpnia 2011)

Top 5 polskich klipów, których nie przegapiłem:

1. Niwea, „Tańcz” – za minimalizm

2. Projekt Warszawiak, „Nie Ma Cwaniaka Na Warszawiaka” – za trafność

3. Brodka, „Krzyżówka Dnia” – za artystyczny rozmach

4. Łona, „To Nic Nie Znaczy” – za synchro słowa-obraz

5. Julia Marcell, „Matrioszka” – za nieokiełznaną niedorzeczność i żółte rękawiczki

Top 5 największych muzycznych rozczarowań w dziedzinie muzyka polska:

  1. Koncert Ortegi Cartel / Lavoholics
  2. Krzyk Izy Lach
  3. Rasmentalizm
  4. Polska muzyka na Off Festivalu
  5. Rozpad Tin Pan Alley

Top 5 polskich artystów, na których płyty czekam w 2012:

  1. Michał Biela
  2. Babadag
  3. Jazzpospolita
  4. HALF OF A dB
  5. Ścianka

Polish press #6

Trochę zaległy, trochę spóźniony odcinek polish press, ale w końcu jest. Miłego klikania. -Łukasz Halicki

Wywiady i takie tam gadki szmatki:

Artykuły, felietony czyli tzw. formy dłuższe:

Wieści, nowiny, newsy:

Ciekawostki:

[Inne]: poliszmnie na facebook’u!

Kiedyś musiało do tego dojść – poliszmnie posiada od wczoraj swój oficjalny kanał na facebook’u, tutaj. Rzecz jasna zachęcam do like’ów, jak dobijemy do tysiąca fanów to będą nagrody. -Łukasz Halicki

100 tysięcy!

Przed chwilą licznik odwiedzin poliszmnie przekroczył magiczną barierę 100 tysięcy wejść, więc wypada to uznać za dobrą okazję do podsumowania. Bo szczerze mówiąc zupełnie zapomniałem o pierwszych urodzinach polisz, potem o drugich, a do trzecich jeszcze trochę pozostało. Chociaż generalnie to nie wiem czy jest co świętować, ale w sumie czemu nie? Nigdy nie spodziewałem się, że uda mi się wytrwać tyle czasu i będzie z tego tyle frajdy. Owszem, bywają przestoje, czasami naprawdę długie (patrz druga połówka zeszłego roku), lecz to wcale nie oznacza, że interes się zwija lub Halicki jest w depresji. Raczej mam wtedy dużo pracy w prawdziwym życiu. Mimo wszystko ciągle mam zaskakująco dużo zapału do pisania, pare pomysłów do zrealizowania i mnóstwo dobrej polskiej muzyki do wypromowania. Właściwie nie wiem czy to dobre słowo, ale ciągle mam nadzieję, że choć trochę pomagam. Taki przynajmniej był, jest i będzie cel tego bloga.

Generalnie robię to na boku, trochę jako hobby, a trochę wierząc w to, że wspieram polskich wykonawców. Dlatego też przeważają recenzje dobrych płyt, bo na te słabe szkoda mi czasu, a również preferuję chwalenie, niż „rzetelne” dziennikarstwo. I tego mam zamiar się trzymać. Słaby jestem w podsumowaniach, więc dziękuję wszystkim za odwiedziny, dzięki Emil i Dawid za okazyjną pomoc, żonie za okazyjne poprawki interpunkcyjne oraz wszystkim wytwórniom i artystom, którym chciało się wysłać dla mnie płyty. Sobie i wam życzę mnóstwa dobrej polskiej muzyki, chociaż obecnie wypadałoby powiedzieć już „jeszcze więcej”.

Na zakończenie pare mniej lub bardziej ciekawych liczb i statystyk:

  • Do tej pory ukazało się 138 wpisów z czego 110 regularnych recenzji
  • 274 komentarzy ogólnie
  • W tym roku średnio 111 czytelników dziennie, ciągle rośnie
  • Najwięcej odwiedzających w styczniu 2011 (5621), najmniej w październiku 2010 (1898)
  • Najchętniej czytany wpis: Kamp!, „Breaking a Ghost’s Heart” (chociaż większość osób czyta ze strony głównej, więc chyba to nie jest do końca wiarygodna statystyka)
  • Najchętniej komentowany wpis: Pezet: Muzyka Emocjonalna, a na podium jeszcze BiPolar Bears i Sofa. Czyli oburzeni fani w natarciu.
  • Najczęściej wejściami obdarowali mnie facebook (3170 razy) oraz Dawid i jego raporthh (2923 razy)
  • A sami najczęściej klikaliście do Bartka Chacińskiego (860 razy!)
  • Najaktywniejsza pora dnia: 22:00

Raz jeszcze wielkie dzięki tym wszystkim którzy wspierają poliszmnie i mniej lub bardziej regularnie tu zaglądają. Przypominając już do znudzenia – kupujcie polski płyty i chodźcie na polskie koncerty! -Łukasz Halicki

Polish press #5

Wywiady i takie tam gadki szmatki:

Artykuły, felietony czyli tzw. formy dłuższe:

Wieści, nowiny, newsy:

Ciekawostki:

Polish press #4

Wywiady i takie tam gadki szmatki:

Artykuły, felietony czyli tzw. formy dłuższe:

Wieści, nowiny, newsy:

Ciekawostki:

50% x 2011 czyli półrocze w koncertach

  1. Taka tam kronika spisywana w miarę na bieżąco. Szczerze mówiąc bardziej na własne potrzeby, choć jeśli ktoś skorzysta to będzie mi bardzo miło. Od razu przepraszam za brak stylu, dziwne zestawienia słów i takie tam, wszystko spisywane było zazwyczaj na gorąco, co mam nadzieję choć trochę mnie usprawiedliwia.
  2. W Warszawie się dzieje i praktycznie każdego dnia można znaleźć interesujący koncert z dowolnie wybranej szufladki. Wątpię, żeby którekolwiek inne polskie miasto mogło tu konkurować. Chłodna 25 ciągle na podium.
  3. Na czerwono wyróżniłem najlepszych. Im nie można odpuszczać.
  4. Powtarzam się, ale po raz kolejny apeluję – chodźcie na polskie koncerty!

Asia i Koty @ Jaś i Małgosia (22 stycznia 2011)

Gdyby Asia miała nieco lepszy materiał i więcej charyzmy czytalibyście tutaj właśnie internetowe bicie pokłonów. Niestety, Asia póki co zachwyca „tylko” warunkami głosowymi i paroma udanymi kompozycjami. Co i tak nie zmienia faktu, że bardzo przyzwoity koncert.

Psychocukier + The Phantoms @ Sen Pszczoły (27 stycznia 2011)

Support interesujący ze swoim nieco archaicznym brzmieniem, kompozycyjnie jednak bez szału. Psychocukier tradycyjnie jechał z hitami i dobrą konferansjerką, były też nowe utwory (po polsku!). Lepiej niż ostatnio w Hydrozagadce, nieco gorzej niż na pamiętnym koncercie w Jadłodajni jesienią 2009.

Ścianka @ Warszawa Powiśle (12 luty 2011)

Darmowy, tak jakby trochę spontaniczny koncert, o którym chyba niewielu wiedziało. Same nowości plus wybitne „My Friend Cigarette”. Kategoria koncert roku, niesamowita energia, świetny materiał, którego nie wiem kiedy się doczekamy w formie płyty. Magia gitar.

Biela, Rogiński, Szpura @ Chłodna 25 (25 lutego 2011)

Znakomity koncert, na którym było się można przekonać że jeśli wszystko dobrze pójdzie stać ich na jedną z najlepszych polskich płyt roku 2011. Dwa wnioski:

  1. Niesamowity Rogiński na gitarze.
  2. Doskonały dowód na to, że czasem warto pójść na koncert w ciemno.

Jazzpospolita @ Chłodna 25 (26 lutego 2011)

Po nie wiem jak długim okresie próbowania wybrania się na Jazzpospolitą, wreszcie się udało.  Koncert całkiem dobry, kompozycyjnie śmiało odbiegający od albumowych pierwowzorów, ale mimo wszystko w środkowej jego części można było się nieco ponudzić. Tym niemniej początek i końcówka wyborne.

Pink Freud @ Huśtawka (14 kwietnia 2001)

Dziwne miejsce, z zaskakująco niezłą akustyką. Publika nieco bardziej losowa niż zazwyczaj, a Pani obok mnie wybitnie nadekspresyjna. Sam koncert dobry, w większości materiał z ostatniej płyty, choć zdarzyły się starocie i covery („National Anthem”!). Koncert bardzo energiczny, choć nie zabrakło przynudzaczy z fenomenalnym „Diamond Way” na czele. Warto było, choć jest pewien niedosyt.

Rogiński/Tyciński/Moretti/Rzepka, czyli żydowska surferska muzyka religijna @ Chłodna 25 (16 kwietnia 2011)

Raczkujący skład, momentami urzekał swoim nieprzygotowaniem, pod koniec niestety już nieco irytował. Materiał nieco zbyt jednostajny, choć czuć potencjał. Może coś z tego będzie, sam koncert jednak w porywach co najwyżej przeciętny.

Tede @ Warsaw Challange, Park Sowińskiego (7 maja 2011)

Ten człowiek nawet w sposobie chodzenia jest bossem. W parku Sowińskiego był co prawda nieco wczorajszy, a publiczność bardziej jarały nowe kawałki niż starocie, tym niemniej była świetna energia, odrobina humoru oraz wielka trójca: „Gin za ginem”, „Ona jest szmatą” oraz „Pęknięty jeż”. Tylko pomyśleć jak wyglądały jego koncerty 10 lat temu…

Parias @ Warsaw Challange, Park Sowińskiego (7 maja 2011)

Bardziej standardowego, bezbarwnego hip hopu nie jestem sobie w stanie wyobrazić. Mocny kandydat do najsłabszego koncertu roku.

Kobiety @ Hydrozagadka (13 maja 2011)

Cóż to był za koncert. Były stare hity, było nowości (mnóstwo), były podwójne bisy, które trwały dobre 30-40 minut, było niesamowicie. Zespół w świetnej formie, publiczność również dała radę, co wbrew pozorom nie zdarza się zbyt często. Nowa płyta podobno na jesieni, póki co czeka na wydawcę. Nawrocki podpisał mi wszystkie płyty! ♥

Indigo Tree @ Cafe Próżna (14 maja 2011)

Jak na pożegnalny koncert było bardzo skromnie, niemrawo i jakoś tak dziwnie. Bardziej w sensie atmosfery, niż muzycznej jakości koncertu. W okrojonym składzie, bez Filipa Zawady, Pete i Michał świetnie sobie poradzili, na tyle, że utwory z Blanika, który mnie jakoś ominął, zaintrygowały i wzbudziły chęć posiadania tej płyty. Szkoda, że ten ciekawy i dobrze obiecujący zespół tak szybko kończy.

Paula i Karol @ Cafe Próżna (14 maja 2011)

Co prawda stężenie studentów polonistyki, kulturoznawstwa i tym podobnych przerażało, tak na szczęście procent dziwnych i pretensjonalnych psychofanów było niewielki. Sam koncert wypada określić jako dobry – tradycyjnie już pozytywna energia, dobry wybór materiału, a do tego 2 nowe utwory, z których jeden prezentował się naprawdę interesująco. Warszawa lubi Paulę i Karola i na odwrót.

SzaZa/Polański @ Kino Kultura (19 maja 2011)

Szamburski i Zakrocki w ramach festiwalu kultury żydowskiej „Otwarta Twarda” grali na żywo do krótkich metraży Polańskiego. Z jajem, pomysłowo i bez popadania w szablony. Bardzo przyjemny występ.

Pokrzywiński / Masecki / Bach @ Chłodna 25 (3 czerwca 2011)

Ja się na tym nie znam, to jest zupełnie inny świat, ale nie powiem żeby mi się nie podobało. Przyjemnie relaksujący koncert w przeraźliwie dusznej piwnicy na Chłodnej.

Masecki / Moretti / Bossanova @ Bar Fregata (4 czerwca 2011)

Miłe, przyjemne, ale niestety tylko granie do piwa. Gdyby nie słabe warunki lokalowe, z chęcią wgryzłbym się bardziej w to co mieli do zaproponowania Moretti z Maseckim.

Kamp! @ Piknik Kulturalny, Królikarnia (11 czerwca 2011)

Mój czwarty i jak dotąd najlepszy koncert Kamp! Pomimo piknikowego rozleniwienia w Królikarni oraz pory zupełnie nie sprzyjającej tańcom, udało im się zagrać naprawdę świetnie i energetycznie. Stare utwory doczekały się nieco bardziej rozbudowanych aranżacji, a te pozostałe, niestety w pełni ukazały niedostatki większości ich nowego materiału.

Mikrokolektyw @ Warsaw Summer Jazz Days, Muzeum Powstania Warszawskiego (18 czerwca 2011)

Nie nastawiałem się zupełnie, ale było bardzo w porządku. Dobrze ubrał to w słowa Piotrek Lewandowski na PopUp i może na tym poprzestańmy.

Contemporary Noise Sextet @ Warsaw Summer Jazz Days, Muzeum Powstania Warszawskiego (18 czerwca 2011)

Na szczęście nie postawili na nowości (nie najlepsza tegoroczna płyta) i głównie zagrali materiał z drugiej płyty. Może faktycznie zabrakło im odrobiny przestrzeni i wyjścia poza albumowe wzorce, lecz z drugiej strony zagrali najlepsze co mają w swoim repertuarze i naprawdę wyszło im to świetnie. Dla takich ignorantów jak ja idealne wyważenie jazzu i nie-jazzu.

Sing Sing Penelope @ Warsaw Summer Jazz Days, Muzeum Powstania Warszawskiego (18 czerwca 2011)

Nie znam zupełnie dokonań tego zespołu i zakładałem najgorsze. A nie było wcale źle. Przyjemne granie na przecięciu jazzowej tradycji i odrobiny nowoczesności.

Levity @ Warsaw Summer Jazz Days, Muzeum Powstania Warszawskiego (18 czerwca 2011)

Ta monstrualna improwizacja początkowo przeraziła mnie tym, że nie usłyszę nic z świetnego zeszłorocznego Chopin Shuffle, jednak wraz z kolejnymi minutami trudno było rozstać się z myślą, że to najlepszy koncert tego wieczoru. Z wyobraźnią, odważnie, ale z głową. Tak poza tym – perkusista, cóż on tam wyczyniał!

Mazolewski Quintet @ Warsaw Summer Jazz Days, Muzeum Powstania Warszawskiego (19 czerwca 2011)

Oj, to nie dla mnie. Jakkolwiek uwielbiam wiecznie uśmiechniętego Mazola, tak konkretnie zmęczył mnie ten koncert. Najbardziej zapamiętam drobną bójkę wśród publiczności na samym początku (!).

Marcin Wasilewski Trio @ Warsaw Summer Jazz Days, Muzeum Powstania Warszawskiego (18 czerwca 2011)

Z kolei Wasilewski zaczął ładnie, spokojnie i miałem nadzieję, że cały koncert upłynie w takiej nieco sennej atmosferze, lecz niestety jego druga połówka, w dużej mierze improwizowana rozczarowała. Stąd prosty wniosek z tego dnia „Don’t Panic! Yass We`re From Poland” – młodzi jazzowi kombinatorzy > jazzowi tradycjonaliści.

Babadag @ Warsztat (21 czerwca 2011)

Zachęcony zeszłoroczną rekomendacją Mariusza Hermy (tutaj) w końcu dotarłem na Babadag. Potwierdzam stwierdzone już fakty – znakomity perkusista, mnóstwo pomysłów i intrygujące konstelacje dźwięków. W swoich najlepszych momentach byłem blisko „wzruszenia roku”, tym niemniej całościowo jeszcze nie do końca zostałem kupiony. Nie zmienia to jednak faktu, że jak na zespół bez płyty znakomicie. Czekamy na debiut.