NP: Brudne Zwierzaki (EP)

NP: Brudne Zwierzaki (EP)
[Dzieci Świny, 2008]
Ocena: 5/6

W dzisiejszym odcinku Lost & Found jakaś tam EP-ka NP, znanych również jako Napszykłat. Sześć utworów utrzymanych w rytmach delikatnego folkowego grania dzikich blokowisk z Marsa. Cholerne białasy co to grają chore dźwięki uciekające od szaf, szafek i innych mebli. Wcale nie hip-hopowi, chociaż rapują i wszyscy, z maniakalnym wręcz uporem, ich o to posądzają. Pytanie – co jest tak dobrego w Brudnych Zwierzakach, że wypadałoby je wyróżnić? Spójność, niezdrowe połączenie elementów rapowych, rockowych, piosenkowych z hałasami i elektroniką, konkret braku przekazu i zabawy słowem? Mama nie uczyła, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie, a poza tym czy na innych ich płytach tego nie ma? Przeklęte znaki zapytania. Gdyby ubrać to w mądre słowa, których staramy się tu unikać, to wyszłoby, że ta EP-ka w swojej dziwaczności jest ich najbardziej przyswajalnym dziełem z doskonałym przykładem dźwiękowym w postaci ultraprzebojowego i jednocześnie ekstrawaganckiego „Moje Życie W Twoich Rękach”. Na Brudnych Zwierzakach idea i pomysł na ten dosyć specyficzny zespół materializują się w najlepszej jak do tej pory formie, co też wcale nie urąga ich pozostałym dokonaniom, a tylko doskonale ukazuje jak dużo dobrego kryje się gdzieś tam w dyskografiach rodzimych kapel ostatnich paru lat. Obowiązkowy czekedałcik. -Łukasz Halicki

http://www.myspace.com/napszyklat

B.R.O.: Analog People In A Digital World

B.R.O.: Analog People In A Digital World
[NoEcho Records, 2010]
Ocena: 4+/6

Gdybym miał określić muzykę B.R.O. krótkim, chwytliwym porównaniem powiedziałbym „Skalpel spotyka Bohren and The Club Of Gore”. Stojący za tym projektem Panowie Zamojscy, na bazie jazzowych sampli oraz żywych dźwięków tworzą dziwnie, mroczny około jazz, który w technice realizacji śmiało odwołuje się właśnie do krajan ze Skalpela, zaś w kwestii klimatu bogato czerpie z doom jazzu Bohrena. I jakkolwiek ten ledwie pół godzinny albumik się kojarzy, tak bez wątpienia mamy do czynienia z projektem wyjątkowym, intrygującym i co najważniejsze bardzo obiecującym. Kuba i Konrad zaskakują z jednej strony wachlarzem pomysłów, z drugiej świetnym, bogatym i przestrzennym brzemieniem. Słychać niesłychane wyczucie, przywiązanie do detali oraz, pomimo tego jazzowego fundamentu, szerokie spektrum odwołań i inspiracji. Analog People In A Digital World potrafi zachwycać zarówno stonowanymi, wręcz ambientowymi formami („Stylus”), jak również bardziej dynamicznymi, uciekającymi od jazzowych naleciałości, utworami takimi jak „Take-up Reel”.

Co mnie zadziwia najbardziej to to, że wydawnictwo to, wzbogacone o dwa utwory z (chyba) nadchodzącego Proxima Centauri Remixed, wydane w liczbie 100 sztuk, było jeszcze niedawno rozdawane całkowicie za darmo. Fakt, że przegapiłem to smuci mnie niezmiernie, więc gdyby ktoś chciał mi podarować lub odsprzedać swój egzemplarz, piszcie śmiało. Od teraz będę miał ich zdecydowanie na oku. Wam zalecam to samo. -Łukasz Halicki

https://www.facebook.com/B.R.O.analogppl

Borys Kossakowski: Sunday Tracks

Borys Kossakowski: Sunday Tracks
[Nasiono Records, 2009]
Ocena: 5/6

Ograniczona wrażliwość percepcyjna mojego ucha oraz niezbyt szeroka wiedza z zakresu teorii muzyki sprawiają, że żyję w świadomości, iż jest to płyta, której nie jestem w stanie w całości ogarnąć lub wprost przeciwnie – nic nadzwyczajnego tutaj się nie dzieje. Kierując się tradycyjnie zmysłem, a nie muzyczną erudycją, zdecydowanie skłaniam się ku pierwszej z opcji. Te 12 utworów zagranych wyłącznie na fortepianie, wzbogacone co najwyżej skromnym pogłosem czy innym efektem made by Karol Schwarz, to zupełnie bezpretensjonalne, a mimo to całkiem angażujące granie. Świetnie rozpisane tytuły oraz cały koncept niedzielnego dnia ładnie obudowują ten świat dźwięków, czyniąc z tego albumu coś więcej więcej niż tylko 12 improwizacji na fortepian. Dlatego też Sunday Tracks, wydane w Nasiono Records, funkcjonuje jako swego rodzaju rodzynek w katalogu tego zakręconego labelu. Bliżej klasyki, niż tej szeroko rozumianej alternatywy, wydaje się być wydawnictwem celowanym w dzieci Internetu, a nie naszych rodziców. Edukacja muzyczna dla opornych? Dobrze, że Borys chociaż improwizował, a nie grał z nut. -Łukasz Halicki

http://www.myspace.com/boryska

Jacek Lachowicz: Za Morzami

Jacek Lachowicz: Za Morzami
[Mystic, 2006]
Ocena: 5+/6

Kiedyś dawno temu zdarzyło mi się popełnić, krótki tekst na temat utworu „Płyń” nagranego przez Jacka Lachowicza wspólnie z Anią Dąbrowską. Krótko rzecz ujmując, nie podszedł mi ten kawałek, w związku z czym zupełnie nie interesowała mnie najnowsza wówczas płyta Lachowicza. Jednak jako, że w mojej krwi zdecydowanie wyczuwalne są geny szkocie i żydowskie, kupiłem sobie Za Morzami jakiś czas temu na wyprzedaży za 7,5 zł. Prawdziwe szaleństwo. Rzecz jasna, ze względu na negatywne nakręcenie się, zabranie się do Za Morzami zajęło mi trochę czasu. A szkoda, bo powiadam wam, że to jest płyta wybitna i powinniście niewierni usłuchać mego zdania. Być może najlepsze polska powszechnie pominięta płyta ostatnich dziesięciu lat.

Wygląda na to, że Jacek nie był przypadkowym składnikiem Ścianki (eureka!) i solo też potrafi. Co prawda celuje w rejony bardziej melodyjne i komponuje dosyć tradycyjne piosenki, jednak mimo wszystko utrzymuje się nad tym duch jego poczynań w bandzie Cieślaka. Przecież brzmienie tej płyty to jedynie nieco bardziej wypolerowany sound Białych Wakacji. Patenty kompozycyjne i cała gama pomysłów, które wręcz rozsadzają tą płytę, to może nie są szaleństwa na miarę płyt Ścianki, jednak idee są podobne. Mniej gitarowych odjazdów, więcej klawiszy i subtelnych plumkań. Te nieszczęsne „Płyń” stanowi totalną zmyłę i pozbawione kontekstu faktycznie trochę kuleje (usprawiedliwiam się). Jednak wciśnięte pomiędzy bogato czerpiący z Beatles’owych egzotycznych podróży „Pakistan”, a jeden z najładniejszych polskich utworów 00s w postaci fenomenalnego „Dnieje”, nagle staje się kawałkiem znakomitym. Daleki jestem od filozofii „piosenki potrzebują kontekstu”, ale naprawdę moi drodzy, tak jest tutaj. W ogóle to co się dzieje na tej płycie od utworu numer 6 aż do końca, to są naprawdę rzeczy godne najlepszych dokonań Ścianki. Do tego wszystkiego znakomite, śpiewane po polsku tekstu, co prawda może wokalnie nie ma tu szału, ale już za samo uniknięcie banału wypadałoby wyróżnić Lachowicza na tle całej plejady polskich „tekściarzy”. Epickie zakończenie w postaci utworu tytułowego odsyła mózg gdzieś w kosmos i ja Cię naprawdę Jacku przepraszam, że wątpiłem. Uwaga, ciągle do kupienia w promo. -Łukasz Halicki

http://www.myspace.com/jaceklachowicz